Podsumowanie lutego 2026

Jednym z moich postanowień noworocznych było pisane chociaż jednego posta miesięcznie. Przez cały luty rozmyślałam, o czym by tu napisać, aż w końcu sam miesiąc niemalże roztopił się przed moimi oczami jak śnieg za oknem. 

I już za kilka dni mamy marzec a ja nadal żadnego posta nie napisałam.

Zamiast tego: podsumowanie lutego. Bo coś tam jednak przeczytałam.

Utrzymuje się trend albo wszystko, albo nic: wśród mediów przeze mnie pochłoniętych nie ma ani jednego filmu ani serialu, ale za to jest 9 książek. Może w marcu będzie lepiej i mój mózg stwierdzi, że warto coś obejrzeć? Nie wiem; czytam jakieś 4 książki na raz. 

 

Apparently, Sir Cameron Needs to Die – Greer Stothers

Tytułowy Sir Cameron to kawał ziółka. Jest rycerzem, ale tchórzliwym, jest piękny, ale woli mężczyzn (mimo zakazu religii w jego świecie), a kiedy Sir Cameron dowiaduje się, że aby pokonać złowrogiego maga Merulo, Cameron musi najpierw umrzeć, Cameron ucieka do jedynej osoby na świecie, która nie chce jego śmierci: Merulo, maga, który oznajmił całemu światu, że jego głównym celem jest zabicie boga..

Apparently, Sir Cameron Needs to Die to książka fantasy z dość ciekawym światem, bardzo specyficznym humorem i bohaterami, których można polubić ale którym nie do końca się kibicuje. Słuchałam sobie w audiobooku do sprzątania i spacerowania i nie żałuję. 

 

My Daddy Is a Hero: How Chris Watts Went from Family Man to Family Killer – Lena Derhally

Niewiele czytam książek z gatunku true crime, a ta chyba miałam na Kindlu od dobrych kilku lat. My Daddy Is a Hero opisuje morderstwo, którego Chris dokonał na swojej rodzinie (dwóch małych córka i żonie w ciąży) po której zachowywał się jak gdyby nigdy nic. Pierwsza część to “Jak do tego doszło” druga to próba opisu psychologicznego Chrisa. Czy udany opis? Biorąc pod uwagę, że autorka korzystała ze źródeł zewnętrznych i nie przeprowadziła żadnych wywiadów ani z Chrisem, ani z ludźmi zaangażowanymi w zbrodnię budzi moje wahania. Nie wydaje mi się, że do osądu człowieka – czy ludzi, którzy zostali przez niego zamordowani – wystarczy przeczytanie transkryptu, kilku wywiadów czy postów na Facebooku. Używanie nomenklatury “czerwona flaga” czy “zielona flaga” jest też moim zdaniem nie na miejscu, i to jeszcze przez osobę, która opisuje siebie jak licencjonowanego psychologa. 

Jestem na nie,

 

All of Us Murderers – K.J. Charles

Zeb Wyckham zostaje wezwany przez swojego krewnego do rodzinnej posiadłości. Na miejscu okazuje się, że nie tylko on zgodził się na zaproszenie; oprócz samego Zeba jest jego brat (i jego żona) z którym Zeb ma trochę na pieńku, kuzyn-artysta, któremu bliżej do pijaka i awanturnika, kuzynka o której istnieniu Zeb nawet nie wiedział oraz… były kochanek Zeba, który w posiadłości pracuje jako asystent pana domu. Dodajmy do tego niemożność opuszczenia posiadłości, duchy i magicznie pojawiające się na ścianach sekrety i zamiast rodzinnego spotkania po latach mamy kotłujący się kocioł bogatych i bezkarnych. 

All of Us Murderers to gotycka historia o brytyjskich arystokratach, którzy wykłucaliby się o każdego funta, a najgłośniej kłóciłoby się z własną rodzina. 

K.J. Charles książki pisze super, i nawet jej średniaczek jest znacznie lepszy niż wiele publikowanych obecnie powieści. A, niestety, dla mnie All of Us Murderers to taki średniaczek; ot, niby jest romans, jest niby zbrodnia, niby jest gotyk ale… no, trochę tego za mało dla mnie. Gdyby Charles miała tak z dwieście więcej stron, to atmosfera mogłaby być głębsza, relacja bohaterów jeszcze lepiej opisane a groza wbijałaby swoje szczęki w kość czytelnika zamiast delikatnie muskać skórę.

Czy przeczytałam w dwa dni? Tak. Czy dalej wolę trylogię Willa Darlinga? Owszem. 

Swoją drogą nadal wierze, że kiedyś K.J. Charles zostanie przetłumaczona na polski, bo potencjał jest: nie jestem jedyną osobą błagającą na kolanach o przetłumaczenie jej książek. 

 

The Butcher and His Boy – Laura Lascarso

Słuchajcie, czasami trzeba przeczytać gejowskiego smuta w jeden wieczór, ok? The Butcher and His Boy jest o Johniem tytułowym Rzeźniku, który dla mafii pozbywa się ciał ofiar. Jedną z nich miał być tytułowy “Jego Chłopiec” czyli Bayani, ale że Bayani wcale nie był martwy, to John pomógł mu dojść do siebie po brutalnym gwałcie i pobiciu. Oboje się w sobie zakochują i żyją długo i szczęśliwie. KONIEC.

140 stron przeczytałam w jeden wieczór i przez te kilka godzin nie skrollowałam instagrama i nie uprawiałam doomscrollingu. Dla mnie wystarczy!

 

Positive Obsession: The Life and Times of Octavia E. Butler – A Biography of the Visionary Science Fiction Writer and Black Power Voice – Susana M. Morris (co za tytuł!)

O Octavii E. Butler wiem niewiele; była pionierką czarnoskórych kobiet w scifi i jak to często bywa zyskała większą sławę dopiero po swojej śmierci. Ale biografia Susana M. Morris otworzyła mi oczy na to, jak uparta Octavia była. Mimo, że urodziła się w rodzinie nie majętnej pisała codziennie (!!) i robiła wszystko, łącznie z pracą, żeby ustawić sobie życie pod pisanie. Było to życie trudne, bo nie łatwo było znaleźć pracę w tamtych czasach, szczególnie gdy było się kobietą czarnoskórą, a Octavia odmawiała podejmowania pracy, która nie pozwoliłaby jej pisać. 

Strasznie lubi takie biografie, które wchodzą w umysł autora i to jak, i dlaczego piszę. Tematy w książkach Butler są ciężkie – rasizm, ludobójstwa, gwałty, autonomia kobiet i dzieci – ale Positive Obsession tylko utrwaliło we mnie przekonanie, że sięgnę po coś z katalogu Butler. Muszę mieć tylko do tego odpowiedni stan umysłu.

 

Dionysus in Wisconsin – E.H. Lupton

Ulysses Lenkov powinien pisać swój doktorat z magii ale nie może, bo jego znajomi magicy i duchy nagle zaczynają go ostrzegać przed “Dionizosem” który ma się pojawić w ich mieście. I jak każdy prokrastynujący student, zamiast usiąść i pisać, Ulysses idzie na side-questa znalezienia owego Dionizego. 

Zamiast Dionizego znajduje Sama Sterlinga, archiwistę, którym Dionizos się zainteresował. Ulysses mu sobie zadać pytanie: czy przewidywane nadejście boga jest warte jego życia, i czy pomaga Samemu bezinteresownie?

Kryminał (?) paranormalny z nutką romansu. Czemu znak zapytania? Bo teoretycznie mamy tutaj tajemnicę nadchodzącego boga, dodatkowo dostajemy wątek poboczny samego Sama więc ‘kryminałem’ można Dionysus in Wisconsin nazwać. Romans jest, porozrzucany między stronami jak okruszki które prowadzą do kolejnej książki, po którą sięgnę, bo spodobali mi się obaj bohaterowie.

 

Rebel of the Regency: The Scandalous Saga of Caroline of Brunswick, Britain’s Queen Without a Crown – Ann Foster

Już przestaje mnie zaskakiwać kiedy okazuje się, że nawet w moim zamiłowaniu do historii Anglii (filologia angielska trochę zobowiązuję) nadal znajduję części historii wcześniej mi nie znane. Karolina Brunszwicka była królową Wielkiej Brytanii i Hanoweru, ale nie cierpiała swojego męża (Jerzego IV), bardzo rzadko widziała swoją jedyną córkę (która zmarła podczas porodu mając 21 lat; Karolina nie wiedziała jej wtedy od ponad 6 miesięcy jeśli mnie pamięć nie myli, a o jej śmierdzi dowiedziała się od przypadkowego kuriera angielskiego) ale kochała swoje kapelusze z piórami i życie bez swojego męża (wtedy nie można była od tak sobie wziąć rozwodu). 

Fascynujący obraz kobiety od momentu jej narodzin, przez pierwsze – i jedyne – nieszczęśliwe małżeństwo, ucieczkę z kraju i powrót do niego by zasiąść na tron. 

 

Duchy zostają – Hilary Mantel 

Autobiografią Mantel, ale głównie o jej dzieciństwie i dorastaniu w Manchesterze, trochę o wspomnieniach i o duchach, zaskakująco mało o pisaniu, za to dużo o jej chorobie (Mantel miała endometriozę przez którą cierpiała przez całe życie). Niezbyt dobrze czuję się oceniając czyjeś autobiografię, ale jestem pod wrażeniem pamięci Mantel, bo ja takich szczegółów jak ona za cholerę nie mogę sobie przypomnieć. Może będzie dłuższy esej o wspomnieniach i duchach, kto wie (na pewno nie ja).

Pierwsza książka przeczytana po polsku, co oznacza że jestem na bieżąco z moim postanowieniem jednej książki po polsku miesięcznie. 

 

Serce i pazur. Opowieści o uczuciach zwierząt – Simona Kossak

Przyjemna książka, którą trzeba czytać z przymrużeniem oka, bo wiele tez przedstawianych jako prawdziwych są tylko obserwacjami Kossak. Czy zwierzęta mają uczucia? Kossak twierdzi, że tak, ja się z nią zgadzam, ale nie przez obserwację autorki. Można poczytać w wolnej chwili, na pewno nie zaszkodzi. 

Audiobooka czytała Krystyna Czubówna, co było miodem na moje uszy. 

 

Czyli mamy:

9 książek (od stycznia: 24)

4 audiobooki

1 w papierze

4 na Kindlu

 

PS. Nadal walczę z WordPressem by moja strona wyglądała, tak jak ja chcę. 13letnia Marto, która sama robiła szablony w HTML proszę wracaj!!

Kiedy czyta się złe książki, czyli o serii All for the Game

Zacznę od wyznania. 

Uważam, że mam lepszy gust od większości osób jeśli chodzi o książki.

Wynika to z faktu że w wolnych chwilach pisze – książki, fanficki, co popadnie – i bardzo często (choć, po tytule posta możecie stwierdzić, że nie zawsze) nie czytam z wyłączonym mózgiem. Patrzę na styl, słowa, bohaterów, narracje. Jeśli książka mi się nie podoba jestem w stanie wysłać prawie 20 minutową wiadomość głosową dlaczego dany tytuł był źle napisany (dziękuję wszystkimi moim przyjaciołom za wysłuchiwanie moich tyrad). Jeśli książka mi się podoba również wysyłam 20 minutowe wiadomości głosowe, głównie o tym jak ja nigdy w życiu nie będę tak pisać i czy w ogóle nie powinnam rzucić tego w cholerę (również dziękuję za wysłuchanie tych wiadomości głosowych).

Kiedy patrzę na najlepiej sprzedające się książki marszczę nos i myślę, czemu ludzie nie mogą mieć lepszego gustu? Wprawdzie, jak mawia znane powiedzenie, o gustach się nie powinno dyskutować, ale większość ludzi i tak je ocenia. Sama czytam książki gatunkowe – fantastykę, romanse, rzadziej horror czy kryminały – i te bardziej popularne nie spełniły moich oczekiwań. Musiałam odłożyć w 20% audiobook Czwartego Skrzydła bo nie mogłam słuchać dalej; nie klęczę na ołtarzu Brandona Sandersona, stronie od autorów którzy wydają więcej, niż dwie książki rocznie. 

Jednak w styczniu tego roku zdarzyło się coś, co zaskoczyło mnie, mój gust i mój mózg. 

Przeczytałam złą serię i absolutnie przepadłam. 

Żeby wam powiedzieć, o co w tej serii chodzi, chcę żebyście wiedzieli, że nie postradałam zmysłów. Tak, naprawdę takie książki istnieją. Tak, w niektórych kręgach są bardzo popularne. 

Seria All for the Game składa się z 5 tomów: pierwsza trylogia (The Foxhole Court, The Raven King i The King’s Men) została wydana w self-pubie między latami 2013 a 2014, opowiada historię 18-letniego Neila Jostena. Niech was jego młody wiek nie zmyli, Neil przeżył nie jedno. Jego ojciec jest sławnym “Rzeźnikiem z Baltimore” (czyli mafiozem) i Neil wraz z matką uciekli od niego 10 lat temu, i od tej pory w każdym mieście oglądają się za siebie. Neil farbuje swoje rude włosy i ukrywa błękitne oczy za brązowymi soczewkami by wtopić się w tłum.

Pierwsza książka, The Foxhole Court, zaczyna się z wysokiego C: w pierwszym akapicie Neil pali papierosa nie dlatego, że jest uzależniony od nikotyny, ale dlatego że zapach kojarzy mu się z momentem, kiedy musiał spalić ciało swojej matki (!) w aucie, by potem zakopać jej wciąż ciepłe szczątki na plaży (!!). Matka Neila zmarła od rany zadanej przej jednego z ludzi Rzeźnika, i Neil, po raz pierwszy od 10 lat, jest zdany sam na siebie. 

Neilowi zostało wpojone w głowę jedno: aby przeżyć, musi się zmienić. Miejsce zamieszkania, imię i nazwisko, swoją całą tożsamość. Ale jest jedna rzecz, której porzucić nie może: miłości do wymyślonego przez Norę Sakavić sportu, Exy.

All for the Game to seria o, owszem, wymyślonym sporcie. Exy jest połączeniem lacrosse z brutalnością hokeja. Co to znaczy? A weźcie mnie nie pytajcie, czytałam całą serię (kilka razy) i nadal nie wiem o co w nim chodzi. Wiem, że został wymyślony około 70 lat temu przez Japończyka i Irlandkę i stał się na tyle popularny, że tak jak uniwersytecki futbol Amerykański ma swoją własną ligę, uniwersytety mają swoje stadiony i istnieje również liga profesjonalna. Gracze nakładają skomplikowane ochraniacze, gra się w Exy patykami z siatką i każdy gracz może maksymalnie zrobić 10 kroków z krążkiem.

Exy jest jedyną miłością Neila: to przez nie upadnie najniżej w swoim życiu i odkryje, że może jednak chcieć czegoś więcej niż uciekać dopóki nie zostanie złapany przez swojego ojca.

Pomyślicie: oj tam, nie jest źle. Co niby jest aż tak złego w tej serii?

Oprócz wspomnianego Rzeźnika z Baltimore mamy jeszcze: japońską mafię, uniwersytecką drużynę która funkcjonuje jak kult (16-godzinny dzień, nie mogą wybrać swojego kierunku, ani tego co ubierają, ani tego co jedzą, bo wszystko jest traktowane jak drugorzędność gdy istnieje Exy, są bici za najmniejsze błędy, zawodnicy znęcają się nad sobą psychicznie i fizycznie), wątpliwie opisane zaburzenia psychiczne bohaterów, wątpliwie opisane uzależnienia, wątpliwie opisane seksualności, wątpliwie opisane mechanizmy radzenia sobie z traumą. Wątpliwie opisani bohaterowie ogólnie. 

Cała ta trylogia jest wątpliwie napisana. Ale czy przeszkodziło to tysiącom czytelników? (seria została przetłumaczona na Rosyjski, Polski i Włoski) Absolutnie nie.

All for the Game to jak jazda bez trzymanki, kokaina w wersji książkowej. Żeby się nią sztachnąć, trzeba mieć podobny sposób myślenia co autorka, Nora Sakavic. Jak wyczytałam, pomysł wymyśliła jako nastolatka, i kiedy tak o tym myślę, ma to sens. Kto inny oprócz nastoletniej dziewczyny mógłby wpaść na pomysł o grupie nastolatków, którzy przeszli przez piekło, fizyczne i psychiczne, by na końcu stworzyć wspólnie dysfunkcyjną rodzinę? Bycie nastolatką to coś naprawdę krwiożerczego, jedzącego od wewnątrz, wypluwającego to, co najgorsze i najlepsze i nic pomiędzy. 

Ale żeby nie było tak źle: mamy jeszcze drugą trylogię. Opublikowana w 2023 The Sunshine Court rozpoczyna historię Jeremiego i Jean’a, bohaterów pobocznych z pierwszej trylogii. To od tej książki zaczęła się moja obsesja; zaczęłam ją czytać 31 grudnia i skończyłam 1 stycznia około pierwszej w nocy, by od razu zacząć drugą książkę – The Golden Raven – i skończyć ją również po północy 2 stycznia. Potem w niecały tydzień przeczytałam wszystkie 5 książek, i tak oto siedzę przez cały początek 2026 roku zastanawiając się, co się kurde dzieje.

Bo ja już kiedyś All for the Game czytałam. W 2020 przesłuchałam wszystkie 3 książki i nie zrozumiałam miłości, jaką widziałam na temat serii w internecie. Audiobooki były straszne, i nie mówię tego z miłością w sercu, bo niektóre postaci brzmiały jak gremliny które nigdy nie widziały światła dziennego. 

W styczniu 2026 przeczytałam 15 książek: All for the Game stanowiły 7 z nich (książki 4 i 5 czytałam dwa razy). Napisałam już o nich ponad tysiąc słów w tym poście, nie zliczę ile godzin opowiadałam o nich przyjaciołom. Spędziłam godziny zanurzając się w fandomie na tumblrze, a cała moja stycznia historia na ao3 to All for the Game.

Jednego ficka skończyłam już pisać, planuje jeszcze co najmniej dwa. 

***

Kiedy rozmawiam z ludźmi o All for the Game czasami słyszę pytanie, czy je polecam, skoro tak zawładnęły moim życiem? 

Odpowiedź na to pytanie jest skomplikowana.

Bo to nie są dobre książki. 4 i 5 są zdecydowanie lepiej napisane – 10 lat różnicy między pierwszą a drugą trylogią zrobiło swoje i Nora jest zdecydowanie lepszą pisarką – ale żeby w pełni je zrozumieć trzeba przeczytać książki 1-3. Mimo, że nie cierpię określenia “guilty pleasure” i sama w nie nie wierzę – czytam romanse, czyli gatunek który przez niektórych cały jest określany jako guilty pleasure, porno w formie tekstowej – jest ono najtrafniejsze. Z drugiej jednak strony im więcej o tym myślę, tym rzadziej odczuwam “winę”. Przeczytałam All for the Game kiedy tego potrzebowałam, gdy mój mózg wchłoną wszystko jak gąbka. 

Coraz częściej zastanawiam się, czy między mną a fankami romantasy czy osobami, które czytają tylko książki jednego autora, jest jakakolwiek różnica. Wszyscy szukamy tego samego: zagubienia się w historii. W końcu nawet jeśli czytam książki obiektywnie dobrze napisane – zwycięzców Hugo i Bookera, a nawet Nobla – to i tak książki, które zawładnęły moim życiem to średnio napisane historie o traumie z elementami romansu.

Może nie ma w tym nic złego? Może dwa wilki we mnie: jeden, który ma wielkie ego i czyta tylko ‘dobre’ książki i ten drugi, który czyta po to, bym nie musiała za bardzo myśleć, mogą ze sobą koegzystować? Oba są mną: zmęczoną po pracy, zmęczoną otaczającym mnie światem, zmęczoną ale z nadzieją na lepsze historie, lepsze życie. Może powinnam odpuścić ocenianie samej siebie tak długo, jak oba zwierzęta we mnie nie będą potrafiły się nawzajem zagryźć.